We wszystkich dziedzinach dokonuje się to niezwykłe współdziałanie, którego owoce są tym cenniejsze, im większe jest napięcie prze­ciwieństw między życiem ukształtowanym i ży­ciem, które się rodzi, między myślą sformuło­waną i myślą nową, między gotowym kształ­tem artystycznym i Wizją twórczą, między ustabilizowanymi instytucjami i rewolucyjnym dążeniem.Ta dwoistość stanowi szczególną cechę isto­ty człowieka i jego egzystencji. Pominięcie któregokolwiek z tych dwóch składników ozna­cza zniekształcenie perspektyw poznawczych staje się źródłem szkodliwych wskazań, które bądź zalecają ślepą uległość siłom „życia”, bądź określają zadania „rozumu” w sposób dogmatyczny i ciasny.Z tych właśnie pozycji sądzono — głośna książka Gyorgy Lukacsa reprezentowała ten punkt widzenia  — iż liczne kierunki filozofii XIX i XX wieku od Kierkegaarda do egzysten- cjalizmu i od Nietzschego do Bergsona, akcen­tując w różnorodny sposób pojęcia istnienia, woli mocy, sił życia, intuicji, irracjonalizmu — przyczyniały się do niszczenia tego, co stanowi najcenniejszy dorobek materialistycznej filo­zofii europejskiej: rozumu i naukowego planowania, otwierały drogę ciemnym mocom fa­szyzmu.

W tych określeniach ujmuje się dwa aspek­ty społecznego życia: to, co się rodzi, i to, czym kierujemy. Pozostawić to, co się rodzi, bez celowej i kształtującej opieki znaczyłoby ulec żywiołom; ale skoncentrowanie uwagi wyłącz­nie na racjonalnych i utylitarnych strategiach kształtowania sił życiowych prowadziłoby do wyjałowienia źródeł siły i twórczości. Jakkolwiek staralibyśmy się z pomocą różnych nauk przyrodniczych docierać do źródeł sił wital­nych, a z pomocą różnych nauk społecznych humanistycznych dochodzić do źródeł nowych potrzeb i sił twórczych — pozostają one wciąż swego rodzaju tajemnicą; stwarzają pewną rze­czywistość, którą zastajemy w nas samych poza nami, która jest dla nas zaskoczeniem która się staje warunkami i materiałem naszej świadomej, planującej działalności.

Wiemy, że społeczna natura człowieka nie jest czymś niezmiennym, ukształtowanym przez ustalone stosunki społeczne, lecz jest wyrazem dialektycznych przeciwieństw tkwiących zawsze w społecz­nej rzeczywistości, której utrwalone kształty są przedmiotem ataku sił tworzących przy­szłość.Jaki charakter mają te siły? W jakiej mierze rządzą one człowiekiem i w jakim stopniu go wyrażają?Różne odpowiedzi dawano na te pytania. Nie­zależnie jednak od tych różnic ostawało się zawsze przekonanie, iż w rozwoju społe­czeństw, a więc i w rozwoju człowieka, mamy do czynienia z procesem dwoistym, którego wewnętrzną sprzeczność i następującą dzidki tej sprzeczności wewnętrzną integrację można wyrazić z pomocą różnych określeń znaczą­cych ostatecznie to samo. Można mówić o ma­terii i formie, o energii i kształcie, o popędach celach, o witalności i rozumie, o potrzebach wartościach, o twórczości i planowaniu, o ży­ciu i formowaniu życia, o intensywności prze­żyć aktualnych i horyzontach przeszłego oraz przyszłego czasu itd.

Jeśli nawet czyni to za cenę wyrzeczeń osobistych, zna dobrze tę cenę, jaką za to płaci. I wie, dlaczego tak czyni. Wszech­stronny rozwój człowieka przestaje być w tych warunkach porzuceniem społeczności i próbą egoistycznego budowania osobistego królestwa, staje się zadaniem powszechnym i wymagają­cym; wspólnego uczestnictwa.W tym dialektycznym powiązaniu łączą się marzenia ludzi, aby coś ważnego czynić w swym życiu, z pragnieniami, aby być pełnymi ludźmi i cieszyć się całym dostępnym człowie­kowi bogactwem. I to właśnie znaczy: być człowiekiem. Ten wymiar człowieczeństwa sta­je się główną prawdą współczesnej antropo­logii. Wiemy już, iż społeczna natura człowieka wyrażała się zarówno w akceptacji konkret­nych form społecznego istnienia, jak i w prze­ciwstawianiu się im zawsze wówczas, gdy prze­stawały zaspokajać potrzeby wspólnego i spra­wiedliwego współżycia.

W tym dialektycznym powiąza­niu wyraża się zasadnicza biegunowość życia ludzkiego, o której jeszcze przyjdzie nam mó­wić, a mianowicie powiązanie i przeciwstawie­nie idei heroizmu i idei hedonizmu. Równie głęboką potrzebą człowieka okazuje się służba ofiarna, co radość z doświadczanej osobiście pełni życia.To dialektyczne powiązanie jest odpowiedni­kiem powiązania konieczności i wolności w spo­łecznym rozwoju. Jeśli wolność jest wartością społecznego życia, uznanie konieczności stano­wi drogę ku niej wiodącą. „Skok w wolność” nie dokonuje się w próżni. Musi być przygo­towany. Podobnie jest z wszechstronnym roz­wojem człowieka. W perspektywie przyszłości jest on wielką możliwością wszystkich ludzi, osiągalną dzięki powszechnemu działaniu spo­łecznemu.Człowiek, który zmierza do wszechstronne­go rozwoju, akceptuje życie jako wartość po­legającą na tym, iż właśnie taka pełnia rozwo­ju jest możiiwa; człowiek, który podejmuje trud organizowania społecznej rzeczywistości dla dobra ludzi, wyraża w, inny sposób tę samą akceptację życia.

Zwła­szcza aktywność kulturalna i naukowa nie mia­ły być przywilejem nielicznej grupy artystów uczonych, lecz miały się stać dobrem po­wszechnym. W pewnym sensie każdy człowiek miał być artystą i uczonym. Wzajemne relacje między obu tymi kon­cepcjami — człowieka-działacza i człowieka wszechstronnie rozwiniętego — bywały różne. W trudnych sytuacjach historycznych — w walce z kontrrewolucją, w wojnie ojczyźnianej dominowała oczywiście pierwsza z tych per­spektyw; w pokojowym okresie budownictwa socjalistycznego większe znaczenie mogła uzys­kiwać perspektywa druga. Byłoby jednak rzeczą mylną sądzić, iż alter­natywność ta przejawia się historycznie jako funkcja trudnych i łatwych sytuacji. Alterna­tywność ta ma w gruncie rzeczy charakter dialektyczny.