//////

Jakiekolwiek tłumaczenia byśmy przyjęli, pozostaje faktem zasadniczym ta niezwykła dwoistość rzeczywistości, w jakiej żył człowiek pierwotny: -rzeczywistości realnej i rzeczywi­stości przedstawionej; rzeczywistości, w której się działa, i rzeczywistości, którą się ogląda; rzeczywistości będącej zawsze aktualną próbą sił i rzeczywistości wspomnień, marzeń, ocze­kiwań, zaklęć.Na tych dwóch drogach realizuje się zasad­nicze dążenie ludzi do opanowania środowiska, w którym przyszło im żyć, do takiego przyswo­jenia go, by być w nim „jak w domu”. Jedna z tych dróg przeciwstawia obojętności i suro­wości przyrody wysiłek i sprawność ludzi w działaniu praktycznym — w walce ze zwierzę­tami w zbieraniu plonów, w zakładaniu pod staw’ nowej gospodarki; droga druga pozwala w inny sposób „opanować” środowisko: przez wizję i jej realizację plastyczną dokonuje nie­zwykłego powiązania ludzi i zwierząt, ludzi i ich środowiska.

Takiego powodzenia nie zdołała sobie zapewnić ”Biblioteka Polska” wydawana w Sanoku i Przemyślu, ukazująca się stosunkowo najdłużej. Jedynym wydawnictwem polskim prawdziwie tanim była wydawana przez Władysława Mickiewicza w Paryżu „Biblioteka Lu­dowa”, której do czasu ogłoszenia omawianego artykułu w sierpniu 1870 r< ukazało się blisko sześćdziesiąt małego formatu tomików o przeciętnej objętości 64 stronic. Wadą jego jednak był bardzo drobny druk. Po nim we Lwowie przedsięwzięto wydawanie podobnie ta­niej i przynoszącej wartościowe utwory serii Biblioteki Mrówki w po­czątkach 1869 r. Ale i ta impreza rozwijała się więcej ofiarnością wydawcy niż wskutek społecznego poparcia, choć program miała piękny. Biblioteka Mrówki, wbrew optymistycznym kalkulacjom wydawcy, w pierwszych osiemnastu miesiącach ukazywania się miała tak niewielu nabywców – mniej niż wydawane przez tę samą firmę Dziennik Literac­ki i Mrówka.

Artykuły podejmujące proble­matykę książki i prasy bez względu na przyłączane do nich określ- niki (naukowy, publicystyczny itp.) odegrały poważną rolę w in­formacji o publikacjach w dziewiętnastowiecznych tygodnikach gali­cyjskich, a spośród nich najwięcej dokazały najliczniejsze arty­kuły wstępne i redakcyjne. Daleko mniej zdziałały niezbyt liczne artykuły okolicznościowe, dyskusyjne czy polemiczne. Wszystkie wszelako prezentując poznane fragmenty rzeczywistości publikacyj­nej z różnych punktów widzenia i oddziałując na świadomość czy­telników przyczyniały się do pełniejszego poznania spraw książki i prasy oraz wywołania bądź ożywienia szeregu związanych z nimi inicjatyw. Skuteczność zaś oddziaływania bywała tym większa, im częściej i szerzej, np. w całych cyklach artykułów, pewne kwestie podejmowano i omawiano wyczerpująco, a przekonująco w tygodnikach oraz całej prasie.

Podobnie jak znaczna część ambitniejszej ówczesnej prasy, ty­godniki galicyjskie zajmowały się autorami, redaktorami, wydaw­cami,  nakładcami, drukarzami, księgarzami, pracownikami nauko­wymi i bibliotecznymi, społecznikami parającymi się popularyzacją kultury. 0 pojedynczych,ale ważniejszych faktach z ich życia in- formowano w notatkach. Osobom wybitnym i cieszącym się powszechnym szacunkiem nierzadko poświęcano obszerniejsze artykuły. Jubileusze, zgony, inne ważne wydarzenia, jak uruchomienia fundacji, odczyty, uroczystości, otwarcie nowej instytucji lub założenia organizacji, rocznice większych wydarzeń narodowych,dawały okazję do umieszcza­nia w tygodnikach wspomnień, sprawozdań, życiorysów (nekrologów) odezw, listów otwartych itp.Zwykle zawierały one nieco informa­cji o ludziach,organizacjach, instytucjach, ich działalności oraz publikacjach.

  1. Kolcom warszawskim, które w latach 1871-1900 miewały nakład od 1 000 do 1 500 egzemplarzy, chyba nie ustępowały lwowskie Różowe Domina, które zdaniem wydaw­ców osiągnęły nakłady nieprawdopodobnie wysokie jak na stosunki galicyjskie. Ostatecznie Galicja, prenumerująca wielkonakładowe tygodniki warszawskie w rodzaju Bluszczu, Biesiady Literackiej i Tygodnika Ilustrowanego, wydawała sporo tytułów w znacznych nakładach jak na swoje skromne możliwości materialne. 0 wydawaniu tygodników galicyjskich decydowały głównie względy pozakomercjalne. Koszty wydawania ponosili przede wszystkim nakład­cy, wydawcy, redaktorzy i współpracownicy pobierający bardzo niskie honoraria, a najczęściej pracujący bezpłatnie. Ceny poje­dynczych egzemplarzy i prenumerat kalkulowano zaś głównie w taki sposób, aby przy stosunkowo dużych nakładach przynajmniej zwracały koszty materiałów, druku, obowiązkowych podatków i przesyłek po­cztowych względnie doręczania.

Austriackie prawo prasowe definiowało tygodniki jako wydawnic­two periodyczne ukazujące się raz na tydzień, ale nie więcej niż cztery razy na miesiąc. Nie dopuszczało wydawania tygodników pod dwoma różnymi, na przemian ukazującymi się,tytułami. Stąd i w ni­niejszej pracy przyjęto, iż tygodnikiem jest tylko takie ‚wydawni­ctwo periodyczne,którego kolejne egzemplarze numerowane bądź tylko datowane, o szeregu wspólnych cech pod jednym i tym samym tytułem, ukazują się regularnie co siedem dni, a zarazem za siedmiodniowe odcinki czasowe, tj. tego samego dnia-i o tej samej porze. Niekie­dy założona regularność bywała naruszana wskutek ingerencji cenzury, konfiskat nakładu, nieprzewidzianych przypadłości, jak choroby re­daktorów, nieterminowe dostawy materiałów drukarskich, strajki dru­karzy etc. 

Oprócz tych informacji istnieją jeszcze inne, zdobywane, utrwalane, gromadzone i rozpowszechniane planowo i metodycznie dla osiągania konkretnych celów i zaspokajania potrzeb zarówno jednostek,jak i całych, niekiedy wielomilionowych, społeczności. Jedne z nich są wytworami i przedmiotem zabiegów lu­dzi uczonych oraz instytucji lub zespołów do tego powołanych, inne są dziełem dziennikarzy i jako bardziej ulotne, a zliliżone do infor­macji potocznych, adresowane są do masowego odbiorcy, oczekującego najświeższych, niezbędnych i niezwykłych wiadomości. Wszelkie wia­domości, często nazywane informacjami, niezależnie od źródła, z któ­rego pochodzą i sposobu ich przekazania,w psychice ludzkiej wy­stępują obok siebie i na ogół tworzą mniej lub bardziej jednolity system wiedzy, warunkujący postępowanie jego właściciela.

Osoby wynajmujące bardzo często sprzeczają się z właścicielem mieszkanie, kto powinien płacić opłaty za media. Twierdzą, że o powinien płacić właściciel mieszkania, w którym te media są zainstalowane. Jednakże nie mają oni racji. Dlaczego? W pierwszej kolejności należy pamiętać kto z tych mediów korzysta. Wiadomo, ze jeżeli właściciel mieszkanie wynajmuje, to znaczy, że z niego na chwilę obecną nie korzysta, a co za tym idzie nie korzysta tez z mediów. Każdy z nas doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że dlaczego mamy zostać obarczani różnego rodzaju opłatami, skoro z tego nie korzystamy. Osoby wynajmujące te opłaty powinni uiścić z tego względu,. że nie jest to w gestii właściciela. Jeśli im się nie podoba to wówczas powinni oni się wyprowadzić i poszukać innego mieszkania. Jednakże mogą być pewni, ze innego nie znajdą, jeśli będą mieli takie wymagania. Każdy wynajmujący chce na tym fakcie zarobić, a nie tylko dokładać do interesu. Każdy z nas zrobił by tak samo. Jest to przecież oczywiste.

Reklama to najlepsza forma prezentowania różnego rodzaju usług. Jej zadaniem jest skłonić konsumenta do kupna jakiego produktu, towaru lub zachęcić do skorzystania z jakiejś usługi. Jej celem jest także promowanie danej marki. Może być zawarta na różnego rodzaju stronach internetowych, co jest najbardziej popularnym sposobem reklamowania czegoś. Podobnie jak reklamy wyświetlane w telewizji. Coraz bardziej popularne staje się umieszczanie reklam na różnego rodzaju pojazdach. I jest to chyba najlepszy sposób by zwrócić uwagę ludzi. Zazwyczaj reklamy takie umieszczane są na samochodach oraz autobusach. Zazwyczaj towarzyszy temu jakaś charakterystyczna melodyjka oraz donośny głos najczęściej mężczyzny, który ogłasza słownie, co dana reklama prezentuje i stara się namówić przechodniów do kupna danego produktu lub usługi. Każdy człowiek nawet mimo woli zwróci uwagę na kolorowy samochód albo autobus i chcąc czy nie chcąc popatrzy na daną reklamę. Im jest bardziej kolorowa i głośna tym bardziej zwraca uwagę ludzi.

Każdy z nas niejednokrotnie narzeka na różne rodzaje mediów. A to, że sieją plotki, a to, że nie mówią prawdy, a to, że są przekupne. Mało kiedy można się spotkać z dobrymi rzeczami na temat mediów, każdych jednych. Jednakże czy tak jest w rzeczywistości? Czy media są takie złe? Myślę, że nie są złe. Czasami dla nas są jedyną deską ratunku. Kiedy okazuje się, że nie mamy gdzie się udać z problemem, kiedy okazuje się, że wszystkie drzwi się za nami zamykają to wówczas niejednokrotnie okazuje się, że tylko i wyłącznie media są w stanie nam pomóc. Każdy z nas oczywiście zdaje sobie sprawę, że nie jest łatwo przemóc się, aczkolwiek media robią zaraz taki rozgłos, ze z pewnością ktoś może nam pomóc. Każdy z nas doskonale zdaje sobie sprawę, że media pomagają nam bardzo często w codziennym życiu i jest to nieuchronne, dopóki nasz system prawny się nie zmieni. Każdy tylko rozkłada ręce, media tego nie robią. Zawsze pomagają. Przynajmniej się starają i trzeba przyznać, że im to wychodzi.

We wszystkich dziedzinach dokonuje się to niezwykłe współdziałanie, którego owoce są tym cenniejsze, im większe jest napięcie prze­ciwieństw między życiem ukształtowanym i ży­ciem, które się rodzi, między myślą sformuło­waną i myślą nową, między gotowym kształ­tem artystycznym i Wizją twórczą, między ustabilizowanymi instytucjami i rewolucyjnym dążeniem.Ta dwoistość stanowi szczególną cechę isto­ty człowieka i jego egzystencji. Pominięcie któregokolwiek z tych dwóch składników ozna­cza zniekształcenie perspektyw poznawczych staje się źródłem szkodliwych wskazań, które bądź zalecają ślepą uległość siłom „życia”, bądź określają zadania „rozumu” w sposób dogmatyczny i ciasny.Z tych właśnie pozycji sądzono — głośna książka Gyorgy Lukacsa reprezentowała ten punkt widzenia  — iż liczne kierunki filozofii XIX i XX wieku od Kierkegaarda do egzysten- cjalizmu i od Nietzschego do Bergsona, akcen­tując w różnorodny sposób pojęcia istnienia, woli mocy, sił życia, intuicji, irracjonalizmu — przyczyniały się do niszczenia tego, co stanowi najcenniejszy dorobek materialistycznej filo­zofii europejskiej: rozumu i naukowego planowania, otwierały drogę ciemnym mocom fa­szyzmu.

W tych określeniach ujmuje się dwa aspek­ty społecznego życia: to, co się rodzi, i to, czym kierujemy. Pozostawić to, co się rodzi, bez celowej i kształtującej opieki znaczyłoby ulec żywiołom; ale skoncentrowanie uwagi wyłącz­nie na racjonalnych i utylitarnych strategiach kształtowania sił życiowych prowadziłoby do wyjałowienia źródeł siły i twórczości. Jakkolwiek staralibyśmy się z pomocą różnych nauk przyrodniczych docierać do źródeł sił wital­nych, a z pomocą różnych nauk społecznych humanistycznych dochodzić do źródeł nowych potrzeb i sił twórczych — pozostają one wciąż swego rodzaju tajemnicą; stwarzają pewną rze­czywistość, którą zastajemy w nas samych poza nami, która jest dla nas zaskoczeniem która się staje warunkami i materiałem naszej świadomej, planującej działalności.

Wiemy, że społeczna natura człowieka nie jest czymś niezmiennym, ukształtowanym przez ustalone stosunki społeczne, lecz jest wyrazem dialektycznych przeciwieństw tkwiących zawsze w społecz­nej rzeczywistości, której utrwalone kształty są przedmiotem ataku sił tworzących przy­szłość.Jaki charakter mają te siły? W jakiej mierze rządzą one człowiekiem i w jakim stopniu go wyrażają?Różne odpowiedzi dawano na te pytania. Nie­zależnie jednak od tych różnic ostawało się zawsze przekonanie, iż w rozwoju społe­czeństw, a więc i w rozwoju człowieka, mamy do czynienia z procesem dwoistym, którego wewnętrzną sprzeczność i następującą dzidki tej sprzeczności wewnętrzną integrację można wyrazić z pomocą różnych określeń znaczą­cych ostatecznie to samo. Można mówić o ma­terii i formie, o energii i kształcie, o popędach celach, o witalności i rozumie, o potrzebach wartościach, o twórczości i planowaniu, o ży­ciu i formowaniu życia, o intensywności prze­żyć aktualnych i horyzontach przeszłego oraz przyszłego czasu itd.

Jeśli nawet czyni to za cenę wyrzeczeń osobistych, zna dobrze tę cenę, jaką za to płaci. I wie, dlaczego tak czyni. Wszech­stronny rozwój człowieka przestaje być w tych warunkach porzuceniem społeczności i próbą egoistycznego budowania osobistego królestwa, staje się zadaniem powszechnym i wymagają­cym; wspólnego uczestnictwa.W tym dialektycznym powiązaniu łączą się marzenia ludzi, aby coś ważnego czynić w swym życiu, z pragnieniami, aby być pełnymi ludźmi i cieszyć się całym dostępnym człowie­kowi bogactwem. I to właśnie znaczy: być człowiekiem. Ten wymiar człowieczeństwa sta­je się główną prawdą współczesnej antropo­logii. Wiemy już, iż społeczna natura człowieka wyrażała się zarówno w akceptacji konkret­nych form społecznego istnienia, jak i w prze­ciwstawianiu się im zawsze wówczas, gdy prze­stawały zaspokajać potrzeby wspólnego i spra­wiedliwego współżycia.

W tym dialektycznym powiąza­niu wyraża się zasadnicza biegunowość życia ludzkiego, o której jeszcze przyjdzie nam mó­wić, a mianowicie powiązanie i przeciwstawie­nie idei heroizmu i idei hedonizmu. Równie głęboką potrzebą człowieka okazuje się służba ofiarna, co radość z doświadczanej osobiście pełni życia.To dialektyczne powiązanie jest odpowiedni­kiem powiązania konieczności i wolności w spo­łecznym rozwoju. Jeśli wolność jest wartością społecznego życia, uznanie konieczności stano­wi drogę ku niej wiodącą. „Skok w wolność” nie dokonuje się w próżni. Musi być przygo­towany. Podobnie jest z wszechstronnym roz­wojem człowieka. W perspektywie przyszłości jest on wielką możliwością wszystkich ludzi, osiągalną dzięki powszechnemu działaniu spo­łecznemu.Człowiek, który zmierza do wszechstronne­go rozwoju, akceptuje życie jako wartość po­legającą na tym, iż właśnie taka pełnia rozwo­ju jest możiiwa; człowiek, który podejmuje trud organizowania społecznej rzeczywistości dla dobra ludzi, wyraża w, inny sposób tę samą akceptację życia.

Zwła­szcza aktywność kulturalna i naukowa nie mia­ły być przywilejem nielicznej grupy artystów uczonych, lecz miały się stać dobrem po­wszechnym. W pewnym sensie każdy człowiek miał być artystą i uczonym. Wzajemne relacje między obu tymi kon­cepcjami — człowieka-działacza i człowieka wszechstronnie rozwiniętego — bywały różne. W trudnych sytuacjach historycznych — w walce z kontrrewolucją, w wojnie ojczyźnianej dominowała oczywiście pierwsza z tych per­spektyw; w pokojowym okresie budownictwa socjalistycznego większe znaczenie mogła uzys­kiwać perspektywa druga. Byłoby jednak rzeczą mylną sądzić, iż alter­natywność ta przejawia się historycznie jako funkcja trudnych i łatwych sytuacji. Alterna­tywność ta ma w gruncie rzeczy charakter dialektyczny.