Nowe ma­teriały i tworzywa sztuczne wyzwoliły zupełnie nową inwencję artystyczną. Kino, radio i tele­wizja stają się źródłem nowych rodzajów sztuki. Fakt, iż w tych nowych sytuacjach człowiek reaguje nowymi rodzajami artystycznej twór­czości, świadczy o jego niewyczerpanej goto­wości do przekładania na język sztuki zmienia­jących się materialnych warunków życia.Z antropologicznego punktu widzenia jest także rzeczą charakterystyczną, jak głęboko sztuka wiązała się i wiąże z wszystkimi innymi dziedzinami ludzkiej działalności. Świadectwem tego związku jest przede wszystkim życie reli­gijne. We wszystkich religiach różnych epok i różnych ludów sztuka stanowiła składnik do­minujący.

Jakiekolwiek tłumaczenia byśmy przyjęli, pozostaje faktem zasadniczym ta niezwykła dwoistość rzeczywistości, w jakiej żył człowiek pierwotny: -rzeczywistości realnej i rzeczywi­stości przedstawionej; rzeczywistości, w której się działa, i rzeczywistości, którą się ogląda; rzeczywistości będącej zawsze aktualną próbą sił i rzeczywistości wspomnień, marzeń, ocze­kiwań, zaklęć.Na tych dwóch drogach realizuje się zasad­nicze dążenie ludzi do opanowania środowiska, w którym przyszło im żyć, do takiego przyswo­jenia go, by być w nim „jak w domu”. Jedna z tych dróg przeciwstawia obojętności i suro­wości przyrody wysiłek i sprawność ludzi w działaniu praktycznym — w walce ze zwierzę­tami w zbieraniu plonów, w zakładaniu pod staw’ nowej gospodarki; droga druga pozwala w inny sposób „opanować” środowisko: przez wizję i jej realizację plastyczną dokonuje nie­zwykłego powiązania ludzi i zwierząt, ludzi i ich środowiska.

„Nie od dziś skarży się Galicja, że nie posiada takich dzienni­ków, jakich by pragnęła. A jakich pragnie? Ona sama nie wie. Wpraw­dzie twierdzi, że chce poważnych, lecz gdy poważne powstaną, zabija je obojętnością, mówiąc: nudne! Jakie społeczeństwo, takie dzienni­karstwo. Galicja zatem nie ma najmniejszego prawa utrzymywać, że dziennikarstwo dzisiejsze nie jest wiernym wyrazem jej przekonań i dążeń. Powiemy nawet więcej. Galicja ma lepsze dziennikarstwo niż na .to zasługuje. Jakich bowiem pism może domagać się prowincja pię- ciomilionowa, w której na stu umiejących czytać i pisać znajduje się zaledwie jeden, który dziennik trzyma? Bez podstawy materialnej nie ma rozwoju i cywilizacji – a dziennikarstwu galicyjskiemu materialnej podstawy brak zupełny. Cyframi, zimnymi cyframi moglibyśmy udowodnić, że każde pismo utrzymuje się u nas ofiarnością osób prywatnych, gdyż brak także stronnictw poczuwających się do obowiązku popierania tych dzienników, które są wyrazem ich przekonań i bronią ich interesów. W Galicji nawet stronnictwa lubią wyciągać kasztany palcami osób po- jedyńczych. To są fakty, którym nikt nie zaprzeczy.

„Dajcie młodzieży naszej nowego poskiego Plutarcha. Nowego w tym znaczeniu, by aż do ostatnich czasów wyczerpać w nim znakomite charaktery; polskiego w tym znaczeniu, by z tych życiorysów wydo­być te myśli i zasady, którymi krzepić się powinien naród upadły. Nie ograniczać się ani narodowością, ani żadną epoką dziejową, ale z całej skarbnicy dziejów wydobyć ggzystko,cokolwiek dla naszej mło­dzieży dobrym być może przykładem” W innym i obszerniejszym artykule „W sprawie wydawnictwa książek szkolnych dla szkół ludowych” tenże sam Romanowicz wykazywał fa­talne skutki drukowania polskich podręczników we Wiedniu oraz dowo­dził celowości i opłacalności powierzenia wydawnictw podręcznikowych przedsiębiorcom polskim, współpracującym z Radą Szkolną Krajową. 

Takiego powodzenia nie zdołała sobie zapewnić ”Biblioteka Polska” wydawana w Sanoku i Przemyślu, ukazująca się stosunkowo najdłużej. Jedynym wydawnictwem polskim prawdziwie tanim była wydawana przez Władysława Mickiewicza w Paryżu „Biblioteka Lu­dowa”, której do czasu ogłoszenia omawianego artykułu w sierpniu 1870 r< ukazało się blisko sześćdziesiąt małego formatu tomików o przeciętnej objętości 64 stronic. Wadą jego jednak był bardzo drobny druk. Po nim we Lwowie przedsięwzięto wydawanie podobnie ta­niej i przynoszącej wartościowe utwory serii Biblioteki Mrówki w po­czątkach 1869 r. Ale i ta impreza rozwijała się więcej ofiarnością wydawcy niż wskutek społecznego poparcia, choć program miała piękny. Biblioteka Mrówki, wbrew optymistycznym kalkulacjom wydawcy, w pierwszych osiemnastu miesiącach ukazywania się miała tak niewielu nabywców – mniej niż wydawane przez tę samą firmę Dziennik Literac­ki i Mrówka.

Artykuły podejmujące proble­matykę książki i prasy bez względu na przyłączane do nich określ- niki (naukowy, publicystyczny itp.) odegrały poważną rolę w in­formacji o publikacjach w dziewiętnastowiecznych tygodnikach gali­cyjskich, a spośród nich najwięcej dokazały najliczniejsze arty­kuły wstępne i redakcyjne. Daleko mniej zdziałały niezbyt liczne artykuły okolicznościowe, dyskusyjne czy polemiczne. Wszystkie wszelako prezentując poznane fragmenty rzeczywistości publikacyj­nej z różnych punktów widzenia i oddziałując na świadomość czy­telników przyczyniały się do pełniejszego poznania spraw książki i prasy oraz wywołania bądź ożywienia szeregu związanych z nimi inicjatyw. Skuteczność zaś oddziaływania bywała tym większa, im częściej i szerzej, np. w całych cyklach artykułów, pewne kwestie podejmowano i omawiano wyczerpująco, a przekonująco w tygodnikach oraz całej prasie.

Austriackie prawo prasowe definiowało tygodniki jako wydawnic­two periodyczne ukazujące się raz na tydzień, ale nie więcej niż cztery razy na miesiąc. Nie dopuszczało wydawania tygodników pod dwoma różnymi, na przemian ukazującymi się,tytułami. Stąd i w ni­niejszej pracy przyjęto, iż tygodnikiem jest tylko takie ‚wydawni­ctwo periodyczne,którego kolejne egzemplarze numerowane bądź tylko datowane, o szeregu wspólnych cech pod jednym i tym samym tytułem, ukazują się regularnie co siedem dni, a zarazem za siedmiodniowe odcinki czasowe, tj. tego samego dnia-i o tej samej porze. Niekie­dy założona regularność bywała naruszana wskutek ingerencji cenzury, konfiskat nakładu, nieprzewidzianych przypadłości, jak choroby re­daktorów, nieterminowe dostawy materiałów drukarskich, strajki dru­karzy etc. 

Do zestawienia, które z pewnością nie jest kompletne, dalsze badania dopiszą jeszcze kilka – kilkanaście wyd.,wśród których na pewno nie będzie Tygodnika Krakowskiego (1834), któremu osiągnię­cie siedmiodniowej częstotliwości uniemożliwił niedobór kilkudzie­sięciu prenumeratorów. W latach 17~2-1900 tygodniki galicyjskie powstawały, funkcjo­nowały i upadały w warunkach zgoła innych niż na pozostałych zie­miach polskich bądź na emigracji. Pod wielu też względami różniły się od tygodników tamtych obszarów w sposób istotny. Decydowały o tym specyficzne dla zaboru austriackiego stosunki polityczne, społeczne, gospodarcze oraz kulturalne w szerokim rozumieniu słowa. Szczególne piętno wycisnęło na tygodnikach panujące tam prawo pra­sowe, należące do najbardziej zacofanych w tzw. ucywilizowanym świecie.

Oprócz tych informacji istnieją jeszcze inne, zdobywane, utrwalane, gromadzone i rozpowszechniane planowo i metodycznie dla osiągania konkretnych celów i zaspokajania potrzeb zarówno jednostek,jak i całych, niekiedy wielomilionowych, społeczności. Jedne z nich są wytworami i przedmiotem zabiegów lu­dzi uczonych oraz instytucji lub zespołów do tego powołanych, inne są dziełem dziennikarzy i jako bardziej ulotne, a zliliżone do infor­macji potocznych, adresowane są do masowego odbiorcy, oczekującego najświeższych, niezbędnych i niezwykłych wiadomości. Wszelkie wia­domości, często nazywane informacjami, niezależnie od źródła, z któ­rego pochodzą i sposobu ich przekazania,w psychice ludzkiej wy­stępują obok siebie i na ogół tworzą mniej lub bardziej jednolity system wiedzy, warunkujący postępowanie jego właściciela.

Reklamy antyalkoholowe są to reklamy, które są bardzo potrzebne, tym bardziej w naszym polskim społeczeństwie. Wstyd jest się przyznać,a le jesteśmy pijańskim narodem. Bardzo trudno jest żyć z taką łatką, aczkolwiek sami sobie na nią zapracowaliśmy. Każdy z nas powinien więc zdawać sobie sprawę z tego jakie skutki powoduje alkohol. Każdy z nas doskonale zdaje sobie sprawę, ze alkoholu nie mogą pić kobiety w ciąży ponieważ szkodzi to ich dziecku. Alkoholu nie powinny pić osoby, które za chwilę pojadą gdzieś samochodem. Przez takie zachowanie mogą kogoś zabić. Niejednokrotnie więc może się okazać, ze taka osoba czuje się pewnie, aczkolwiek potrąci ze skutkiem śmiertelnym jakąś osobę. Dlatego też takie reklamy antyalkoholowe są potrzebne tym bardziej jeśli nic nie zmienia się w tym kierunku. Alkohol nie jest taki świetny jak by się wydawało. Rozluźnia nas, aczkolwiek robi to aż za bardzo. Alkohol jest dobry od czasu do czasu i w niewielkich ilościach. Należy na niego uważać.

We wszystkich dziedzinach dokonuje się to niezwykłe współdziałanie, którego owoce są tym cenniejsze, im większe jest napięcie prze­ciwieństw między życiem ukształtowanym i ży­ciem, które się rodzi, między myślą sformuło­waną i myślą nową, między gotowym kształ­tem artystycznym i Wizją twórczą, między ustabilizowanymi instytucjami i rewolucyjnym dążeniem.Ta dwoistość stanowi szczególną cechę isto­ty człowieka i jego egzystencji. Pominięcie któregokolwiek z tych dwóch składników ozna­cza zniekształcenie perspektyw poznawczych staje się źródłem szkodliwych wskazań, które bądź zalecają ślepą uległość siłom „życia”, bądź określają zadania „rozumu” w sposób dogmatyczny i ciasny.Z tych właśnie pozycji sądzono — głośna książka Gyorgy Lukacsa reprezentowała ten punkt widzenia  — iż liczne kierunki filozofii XIX i XX wieku od Kierkegaarda do egzysten- cjalizmu i od Nietzschego do Bergsona, akcen­tując w różnorodny sposób pojęcia istnienia, woli mocy, sił życia, intuicji, irracjonalizmu — przyczyniały się do niszczenia tego, co stanowi najcenniejszy dorobek materialistycznej filo­zofii europejskiej: rozumu i naukowego planowania, otwierały drogę ciemnym mocom fa­szyzmu.

W tych określeniach ujmuje się dwa aspek­ty społecznego życia: to, co się rodzi, i to, czym kierujemy. Pozostawić to, co się rodzi, bez celowej i kształtującej opieki znaczyłoby ulec żywiołom; ale skoncentrowanie uwagi wyłącz­nie na racjonalnych i utylitarnych strategiach kształtowania sił życiowych prowadziłoby do wyjałowienia źródeł siły i twórczości. Jakkolwiek staralibyśmy się z pomocą różnych nauk przyrodniczych docierać do źródeł sił wital­nych, a z pomocą różnych nauk społecznych humanistycznych dochodzić do źródeł nowych potrzeb i sił twórczych — pozostają one wciąż swego rodzaju tajemnicą; stwarzają pewną rze­czywistość, którą zastajemy w nas samych poza nami, która jest dla nas zaskoczeniem która się staje warunkami i materiałem naszej świadomej, planującej działalności.

Wiemy, że społeczna natura człowieka nie jest czymś niezmiennym, ukształtowanym przez ustalone stosunki społeczne, lecz jest wyrazem dialektycznych przeciwieństw tkwiących zawsze w społecz­nej rzeczywistości, której utrwalone kształty są przedmiotem ataku sił tworzących przy­szłość.Jaki charakter mają te siły? W jakiej mierze rządzą one człowiekiem i w jakim stopniu go wyrażają?Różne odpowiedzi dawano na te pytania. Nie­zależnie jednak od tych różnic ostawało się zawsze przekonanie, iż w rozwoju społe­czeństw, a więc i w rozwoju człowieka, mamy do czynienia z procesem dwoistym, którego wewnętrzną sprzeczność i następującą dzidki tej sprzeczności wewnętrzną integrację można wyrazić z pomocą różnych określeń znaczą­cych ostatecznie to samo. Można mówić o ma­terii i formie, o energii i kształcie, o popędach celach, o witalności i rozumie, o potrzebach wartościach, o twórczości i planowaniu, o ży­ciu i formowaniu życia, o intensywności prze­żyć aktualnych i horyzontach przeszłego oraz przyszłego czasu itd.

Jeśli nawet czyni to za cenę wyrzeczeń osobistych, zna dobrze tę cenę, jaką za to płaci. I wie, dlaczego tak czyni. Wszech­stronny rozwój człowieka przestaje być w tych warunkach porzuceniem społeczności i próbą egoistycznego budowania osobistego królestwa, staje się zadaniem powszechnym i wymagają­cym; wspólnego uczestnictwa.W tym dialektycznym powiązaniu łączą się marzenia ludzi, aby coś ważnego czynić w swym życiu, z pragnieniami, aby być pełnymi ludźmi i cieszyć się całym dostępnym człowie­kowi bogactwem. I to właśnie znaczy: być człowiekiem. Ten wymiar człowieczeństwa sta­je się główną prawdą współczesnej antropo­logii. Wiemy już, iż społeczna natura człowieka wyrażała się zarówno w akceptacji konkret­nych form społecznego istnienia, jak i w prze­ciwstawianiu się im zawsze wówczas, gdy prze­stawały zaspokajać potrzeby wspólnego i spra­wiedliwego współżycia.

W tym dialektycznym powiąza­niu wyraża się zasadnicza biegunowość życia ludzkiego, o której jeszcze przyjdzie nam mó­wić, a mianowicie powiązanie i przeciwstawie­nie idei heroizmu i idei hedonizmu. Równie głęboką potrzebą człowieka okazuje się służba ofiarna, co radość z doświadczanej osobiście pełni życia.To dialektyczne powiązanie jest odpowiedni­kiem powiązania konieczności i wolności w spo­łecznym rozwoju. Jeśli wolność jest wartością społecznego życia, uznanie konieczności stano­wi drogę ku niej wiodącą. „Skok w wolność” nie dokonuje się w próżni. Musi być przygo­towany. Podobnie jest z wszechstronnym roz­wojem człowieka. W perspektywie przyszłości jest on wielką możliwością wszystkich ludzi, osiągalną dzięki powszechnemu działaniu spo­łecznemu.Człowiek, który zmierza do wszechstronne­go rozwoju, akceptuje życie jako wartość po­legającą na tym, iż właśnie taka pełnia rozwo­ju jest możiiwa; człowiek, który podejmuje trud organizowania społecznej rzeczywistości dla dobra ludzi, wyraża w, inny sposób tę samą akceptację życia.

Zwła­szcza aktywność kulturalna i naukowa nie mia­ły być przywilejem nielicznej grupy artystów uczonych, lecz miały się stać dobrem po­wszechnym. W pewnym sensie każdy człowiek miał być artystą i uczonym. Wzajemne relacje między obu tymi kon­cepcjami — człowieka-działacza i człowieka wszechstronnie rozwiniętego — bywały różne. W trudnych sytuacjach historycznych — w walce z kontrrewolucją, w wojnie ojczyźnianej dominowała oczywiście pierwsza z tych per­spektyw; w pokojowym okresie budownictwa socjalistycznego większe znaczenie mogła uzys­kiwać perspektywa druga. Byłoby jednak rzeczą mylną sądzić, iż alter­natywność ta przejawia się historycznie jako funkcja trudnych i łatwych sytuacji. Alterna­tywność ta ma w gruncie rzeczy charakter dialektyczny.